Wyceny 8 min

5 sygnałów że Twój Excel do wycen już nie wystarcza

Piotr Pawlak

Jeśli ostatnio wyceniłeś projekt za 300 tysięcy i w środku nocy zastanawiałeś się czy się nie pomyliłeś. Jeśli klient poprosił o rozbicie kosztów, a Ty robiłeś je wieczorem na kolanie. Jeśli zapomniałeś o ofercie, którą miałeś wysłać tydzień temu… to pewnie czujesz, że coś jest na rzeczy.

Większość właścicieli, z którymi rozmawiam, dochodzi do tego punktu między 1 a 3 milionem obrotu. Excel, który służył im przez kilka lat, zaczyna sypać się pod ciężarem ilości. To nie jest kwestia tego, że Ty stałeś się gorszym wykonawcą. Twoja firma urosła szybciej niż Twoje narzędzia.

I to nie jest przypadek, że akurat teraz. Bo Excel nie jest zły. Na starcie firmy jest wręcz idealny. Robisz dwie wyceny tygodniowo, każda jest inna, dane masz w głowie, wszystko się spina. Plik z poprzedniej wyceny wystarczy, żeby przygotować następną w godzinę.

Problem zaczyna się, gdy zatrudniasz trzeciego, piątego, ósmego chłopaka do ekip. Zapytań przychodzi już nie dwa na tydzień, tylko dziesięć. A wyceniasz to wszystko nadal Ty — w piątek po 17, bo nikt inny tego u Ciebie nie ogarnia. Każda wycena jest niby inna, ale zaczynają się powtarzać te same elementy: rusztowanie, izolacja, robocizna, podkonstrukcja, okładzina. Tylko że każdy nowy Excel kopiujesz z poprzedniego, zmieniasz parametry, czasem zapomnisz zmienić cenę z zeszłego roku.

I tu się sypie. Bo jedna pomyłka w wycenie na 300 tysięcy to nie 5 procent w jedną stronę. To 15 tysięcy złotych mniej zysku. Albo, co gorsza, projekt zrobiony pod kreską, którego nawet nie zauważysz, póki nie skończysz i nie zaczniesz liczyć.

5 sygnałów że jesteś w tym momencie

Nie chodzi o to, że któryś z tych sygnałów Cię kompromituje. Każdy właściciel firmy budowlanej kiedyś przez nie przechodzi. Pytanie tylko, ile z nich pasuje do Ciebie naraz. Bo jeśli zaznaczysz 3 lub więcej, to przestaje być “może warto się przyjrzeć”. Zaczyna być “pora coś z tym zrobić”.

1. Ostatnio wyceniałeś projekt powyżej 200 tysięcy netto i czułeś, że zgadujesz. Robisz wycenę z głowy plus z poprzedniego podobnego projektu. Liczbę dopasowujesz “żeby się spinało”. Klient mówi “OK”, a Ty potem nie śpisz, bo nie wiesz, czy wszystko dobrze policzyłeś.

2. Klient poprosił o rozbicie wyceny i nie miałeś szablonu. Robiłeś rozbicie na kolanie, w nocy, w Excelu, który wyglądał inaczej niż ten, z którego liczyłeś sumę. Klient się dopytywał, Ty improwizowałeś. Przy następnej wycenie zaczniesz znowu od zera.

3. Konkurent obniżył cenę i nie wiesz, czy Twoja jest OK. Klient mówi “ten drugi dał o 40 tysięcy mniej”. Nie wiesz, czy konkurent się myli, czy Ty masz nadmiernie wysoki narzut, czy on robi pod kreską i się rozłoży po pierwszym etapie. Bo nie liczysz kosztu wykonania każdego elementu pracy, więc nie masz z czym porównać.

4. Masz 3 i więcej osób w ekipach, a wciąż wyceniasz sam. Twoi montażyści jeżdżą na budowy, kierownik koordynuje robotę na placu, a Ty w piątek po 17 siadasz do wycen. Bo nikt inny u Ciebie tego nie liczy. Większość danych jest w Twojej głowie, nie w pliku.

5. Zdarza Ci się “odpowiem za tydzień z wyceną” i zapominasz. Klient dzwonił we wtorek, w piątek już nie pamiętasz. W poniedziałek dzwoni z pretensjami. Wycena jeszcze nie zaczęta. Robisz w godzinę, wysyłasz zestresowany. Nawet nie wiesz, czy nie zgubiłeś czegoś po drodze.

Z czym pracuję teraz w jednej z firm

Pracuję teraz z właścicielem firmy elewacyjnej spod Warszawy. 8 lat na rynku, 3,5 miliona obrotu, 6 montażystów. Specjalizuje się w fasadach wentylowanych — tych z podkonstrukcją z aluminium albo stali, na której wisi okładzina HPL, Equitone albo ACM.

Każda fasada wentylowana jest inna. Inny materiał izolacji (Petralana, Paroc, Rockwool, w grubościach od 100 do 250 mm). Inna podkonstrukcja w zależności od podłoża — żelbet wymaga innych kotew niż gazobeton, gazobeton innych niż mur ceglany. Inna okładzina, każda z innym sposobem mocowania. Plus rusztowanie, akcesoria, robocizna pomocnicza.

Wycena takiej fasady zajmuje mu od 5 do 8 godzin. Każda od zera w nowym Excelu, kopiowanym z poprzedniej i przeklikiwanym. Ryzyko błędu na pojedynczej ofercie — kilkadziesiąt tysięcy złotych. Tygodniowo zostają mu na to dwa albo trzy wieczory, więc albo nie wycenia, albo wycenia kosztem czegoś innego (nadzoru, rozmów z klientem, planowania).

Wdrażamy u niego teraz system wycen. Idea jest prosta: zamiast pisać każdą wycenę od zera, wybiera się komponenty z katalogu (Twoje komponenty, Twoje stawki, Twoje normatywy), a system składa z nich ofertę z rozbiciem dla klienta. A docelowo to ma iść jeszcze dalej — żeby wycena powstawała prawie sama. Klient pisze albo dzwoni, system łapie, jaka to robota i jaki zakres, dobiera właściwe komponenty i zwraca Ci draft oferty. Ty potwierdzasz albo korygujesz. Dlatego właśnie tyle czasu poświęcamy na rozbicie roboty na komponenty — bez tego katalog nic nie poskłada, a system nie ma z czego wyliczyć. Komponenty to fundament. Pokażę w osobnym artykule, jak to wyszło ilościowo po pierwszym kwartale używania, bo wdrożenie jeszcze trwa.

Ale jedną rzecz widzę już teraz. Ten właściciel zaczął wyceniać świadomie. Wcześniej liczył “żeby się spinało”. Teraz wie, z czego wynika cena, gdzie ma luz na marżę, a gdzie musi trzymać. Bo zanim zbudowaliśmy katalog, najpierw musieliśmy nazwać po imieniu wszystko, co wcześniej siedziało w jego głowie. To samo się stało z dziesiątkami innych firm, z którymi pracowałem. Pierwsza wartość systemu wycen pojawia się jeszcze, zanim system zacznie działać. Pojawia się w momencie, kiedy musisz swojej intuicji nadać strukturę.

Co możesz z tym zrobić

Jeśli rozpoznajesz się w 3 i więcej sygnałach, masz trzy ścieżki. Każda ma swoje za i przeciw, więc nie ma jednej dobrej odpowiedzi.

Ścieżka 1: Excel zostaje, ale go porządkujesz. Robisz jeden master Excel z biblioteką komponentów, formułami i lockowanymi komórkami. Działa, jeśli masz dyscyplinę i 2-3 wieczory na zbudowanie szkieletu. Większość właścicieli, których znam, tego nie ma — i nie dlatego, że są leniwi, tylko dlatego, że budowanie systemu wycen w Excelu to praca na 2 tygodnie, a Ty masz 50 godzin tygodniowo na firmę. Polecam tylko, jeśli wyceny robisz Ty jako jedyny i zapytań przychodzi mniej niż 5 na tydzień.

Ścieżka 2: Gotowy program kosztorysowy. Norma Expert, Sekocenbud, Zuzia. Pasują, jeśli jesteś dużą firmą i startujesz w przetargach albo pracujesz przy inwestycjach publicznych — tam kosztorys musi się zgadzać z państwowymi normatywami, program Ci to załatwia. Dla firmy wykonawczej robi się trudniej. Program daje Ci uśrednione wartości — ile “normowo” trwa tynk na metrze, ile kosztuje materiał. Ale Twoi chłopaki pracują szybciej albo wolniej. Twoje materiały kupujesz od konkretnego dostawcy, nie z cennika ogólnopolskiego. Twoje maszyny mają inny czas pracy. Bez dopasowania programu pod siebie dostajesz wycenę, która nie ma związku z Twoją realną kosztownością — robisz pod kreską albo oddajesz za dużo. A jeśli i tak musisz wszystko dostosowywać, to po co Ci ten program — skoro siedzisz i wpisujesz swoje liczby, to równie dobrze możesz wpisywać je w Excel.

Ścieżka 3: System wycen szyty pod Twoją firmę. Masz katalog Twoich komponentów (Twoje stawki, Twoje normatywy, Twoja struktura cenowa). System składa wycenę z gotowych klocków — a docelowo robi to za Ciebie sam, kiedy klient pyta. Działa, kiedy robisz powtarzalne typy zleceń (jak fasady wentylowane, jak ocieplenia, jak hydraulika), i kiedy chcesz, żeby z czasem nawet Twój kierownik mógł wycenić proste zlecenie bez Ciebie. Wymaga około 2 tygodni wdrożenia — zaczynamy od spotkania u Ciebie, żeby poznać szczegóły Twojej pracy i dopasować komponenty pod Twoją firmę. Nie przenosimy Excela do systemu, tylko Twoją głowę do systemu.

Trzecia ścieżka jest tym, co budujemy w Budowalce. Jeśli rozpoznajesz się w sygnałach wyżej, zadzwoń — 30 minut rozmowy, sprawdzimy, czy to ta faza u Ciebie. Pierwsza wartość, jak pisałem wyżej, pojawia się jeszcze przed pierwszą wyceną — w momencie, gdy nazywasz po imieniu to, co siedzi Ci w głowie. Druga wartość przychodzi później, kiedy system wycenia już sam i odbiera Ci wieczory.

Powiązane


FAQ

Po jakim obrocie firmy Excel przestaje wystarczać?

Najczęściej między 1 a 3 milionem obrotu rocznego, przy 3-8 osobach w ekipach. Ale obrót to nie wszystko. Jeśli robisz powtarzalne zlecenia (jak fasady wentylowane, hydraulika, elektryka), system wycen ma sens już przy 800 tysiącach obrotu, bo właśnie powtarzalność jest tym, co Excel obsługuje najgorzej. Jeśli każde zlecenie jest unikatowe (remonty kompleksowe pod klucz), Excel może wystarczać dłużej.

Jak wygląda pierwsza rozmowa?

Bez prezentacji, bez webinaru. 30 minut, 3 pytania: dlaczego akurat teraz myślisz o zmianie, jaki konkretnie efekt chcesz osiągnąć za 90 dni, kto u Ciebie będzie z tego korzystał na co dzień. Jest czas, żeby wejść w szczegóły Twojej firmy, a nie tylko odhaczyć pytania. Po rozmowie dostaniesz jedną z dwóch odpowiedzi — “to pasuje, przygotuję propozycję wdrożenia” albo “wróć za 3 miesiące, to jeszcze nie ta faza”. Bez wciskania i bez jazdy na emocjach.

Czy gotowe programy kosztorysowe (Norma, Zuzia) wystarczą zamiast szytego systemu?

Zależy od tego, co robisz. Dla dużej firmy startującej w przetargach albo pracach publicznych — tak, bo tam kosztorys musi się zgadzać z państwowymi normatywami. Dla firmy wykonawczej — problem. Program daje Ci uśrednione wartości (ile “normowo” trwa tynk na metrze, ile kosztuje materiał), ale Twoi chłopaki pracują inaczej, Twoje materiały kupujesz od konkretnego dostawcy, Twoje maszyny mają inny czas. Bez dopasowania programu pod siebie dostajesz wycenę, która nie ma związku z Twoją realną kosztownością. A jak już musisz dopasowywać, to po co Ci program. Większość właścicieli, których znam, używa Normy tylko do oficjalnego kosztorysu dla inwestora i osobnego Excela do realnej kalkulacji.

Co się stanie z moimi historycznymi wycenami w Excelu?

Zostają jako archiwum. Do nowego systemu przenosisz tylko aktywne projekty i bibliotekę komponentów. Stare Excele możesz trzymać w folderze “archiwum 2024” — wracasz do nich tylko, gdy klient pyta o realizację z przeszłości albo gdy chcesz zweryfikować jakąś stawkę.

Ile trwa wdrożenie?

Około 2 tygodni. Zaczyna się od spotkania u Ciebie — przyjeżdżam, siedzimy na budowie albo w biurze, poznaję szczegóły jak wyceniasz, co wchodzi w które komponenty, skąd bierzesz stawki. Potem składam z tego system pod Twoją firmę, testujemy na Twoich realnych zapytaniach, nanosimy poprawki. Po 2 tygodniach wycena zaczyna iść nowym torem, a Ty zaczynasz odbierać sobie wieczory. Z czasem Twój kierownik powinien móc wycenić proste zlecenie sam, bez Ciebie — przy tych większych i niestandardowych zostajesz tylko do potwierdzenia.

Darmowy PDF

12-elementowy schemat oferty który konwertuje 3× lepiej niż kosztorys.

Pobierz Schemat Szwedzkiej Oferty →
wycena kosztorys excel system wycen firma budowlana